XV1700 Warrior
Yamaha Warrior to power cruiser ze szczególnym naciskiem na power. Lekkim przekręceniem manetki gazu można uwolnić pokłady momentu obrotowego i efektownie zmienić krajobraz. Znawcy tematu wiedzą, co potrafi to 300 kilogramowe monstrum. Sprzęt ten daje nie tylko możliwość poruszania się w krążowniczym stylu. To uliczny morderca plastików i rakieta do wyścigów na ¼ mili. Obecne środowisko cruiserów z nadmiarem momentu obrotowego mocno się urozmaiciło. Na przestrzeni kilku lat powstało kilka naprawdę potężnych maszyn, ociekających mocą i rozbudzających marzenia o pasie startowym i zielonym świetle. Yamaha Warrior, która kilka lat już ma, ciągle daje radę. W niektórych testach grupowych śmiało kroi tyłki konkurencji, nawet tej z Millwaukee. Dlaczego się tak dzieje? Dlaczego siedmioletni motocykl wciąż cieszy się uznaniem i godnie staje do walki z innymi przedstawicielami klasy? Odpowiedzi znajdziecie poniżej.Jedno jest absolutnie pewne. Nie ma drugiego takiego motocykla. Sylwetki Yamahy nie da się pomylić z niczym innym. Pierwsze, co od razu rzuca się w oczy, to przeogromna rura kanalizacyjna zwana tutaj szumnie tłumikiem. Owszem, może w funkcji tłumienia jest ona dobra, ale walorów estetycznych nie udało mi się znaleźć. Powiedzmy sobie szczerze, to pierwszy element, który winien zostać wymieniony zaraz po zakupie. Bardzo popularne są puste kominy Vince&Hines. Respekt gwarantowany. Skoro jesteśmy przy sprawach „na nie", należy wspomnieć o tylnym błotniku. Być może nadaje on maszynie chopperowatego posmaku, ale do niezbyt pasuje do sylwetki. Gdyby był o 15 cm krótszy, całość na pewno wyglądałaby lepiej, a tylna opona była by lepiej wyeksponowana. Na tle np. Triumpha Rocket 3, Harleya V-Roda czy Intrudera 1800, tylna opona Warriora wygląda dość skromnie. Zalety takiego zabiegu ujawnią się w czasie jazdy po winklach. Na pochwałę zasługuje zbiornik paliwa. Jest ładny, płynnie zaprojektowany i sprawia wrażenie, jakby pod nim mogła się zmieścić sześciocylindrowa pralka z Hondy CBX 1000. Warrior ma być nie tylko cruiserem. Nie sposób nie zauważyć w nim cech sportowych. Dobrze wygląda tu akcesoryjny wydech, karbonowe dodatki i kierowca w pełnym kombinezonie. Często też jest obiektem entuzjastów tuningu. Począwszy od zmiany kierownicy na prostą, dodania pługu pod silnikiem czy akcesoryjnej lampy, kończąc na totalnych, customowych modyfikacjach.
1670. Tyle wynosi pojemność skokowa olbrzymiego widlaka, który za pomocą pasa zębatego napędza motocykl. Moc maksymalna, która wynosi 85 KM przy 4500 obr/min nie powoduje szybszego bicia serca. O to natomiast dba moment obrotowy. Ustalmy, że 144 Nm przy 3700 obr/min to dużo, nawet bardzo dużo. Nie tylko zapewnia to świetną elastyczność, ale gwarantuje długie, czarne krechy na asfalcie przy gwałtownym odkręceniu manetki gazu. Silnik ma wiele wspólnego Wild Starem, choć rozwiercono mu cylindry o 2 mm, zmieniono rozrząd i średnicę zaworów. Za zasilanie V-ki odpowiedzialny jest wtrysk paliwa. Wprawdzie w Warriorze podjęto się kilku prób obniżenia masy, ale to i tak niewiele w zestawieniu z wałem korbowym ważącym 22 kg. Pięciobiegowa skrzynia biegów ma sporo do roboty, ale daję radę. Zmiana przełożeń przebiega płynnie i precyzyjnie. Tak wysoka pojemność zapewnia doskonałe walory akustyczne. Bądź pewien, że odpalając silnik w pobliżu parkingu, za chwilę usłyszysz radosne popiskiwanie alarmów samochodowych.
27.08.2009. 12:36
Comments
Artykuł nie był jeszcze komentowany
Napisz komentarz
* = pola wymagane